
W miniony czwartek w Dolnoślaskim Centrum Filmowym (dawne kino Warszawa) odbył się premierowy pokaz filmu Ewy Dobrołowicz i Michała Zygmunta zatytułowanego „Wodra”. Na projekcję przybył prawie cały lokalny światek żeglugowy i całkiem sporo młodzieży tak, że sala kinowa była zapełniona. Po krótkim wprowadzeniu przez autorów i projekcji można już było przystąpić do oceny filmu. Sam obraz jest z pewnością trudny do odbioru dla widza nie związanego emocjonalnie z rzeką. Motywem przewodnim filmu są fragmenty archiwalnego już, bo wyprodukowanego w roku 1958 dokumentu bez ścieżki dźwiękowej pt. "Odrą z Wrocławia do Szczecina", który pokazuje rejs pociągu holowniczego z Wrocławia w dół rzeki z pełnym ówczesnego klimatu obrazem nadodrzańskich miast i miasteczek.
W miniony czwartek w Dolnoślaskim Centrum Filmowym (dawne kino Warszawa) odbył się premierowy pokaz filmu Ewy Dobrołowicz i Michała Zygmunta zatytułowanego „Wodra”. Tajemnicza Wodra to nic innego jak nazwa naszej rzeki w języku górnołużyckim. Dla czego Wodra a nie Odra? – jest to tajemnica i prawo twórcy i nich tak pozostanie.
Na projekcję przybył prawie cały lokalny światek żeglugowy i całkiem sporo młodzieży tak, że sala kinowa była zapełniona. Po krótkim wprowadzeniu przez autorów i projekcji można już było przystąpić do oceny filmu. Sam obraz jest z pewnością trudny do odbioru dla widza nie związanego emocjonalnie z rzeką. Motywem przewodnim filmu są fragmenty archiwalnego już, bo wyprodukowanego w roku 1958 dokumentu bez ścieżki dźwiękowej pt. "Odrą z Wrocławia do Szczecina", który pokazuje rejs pociągu holowniczego z Wrocławia w dół rzeki z pełnym ówczesnego klimatu obrazem nadodrzańskich miast i miasteczek.
Twórcy filmu, aby odczuć koloryt rejsu w dół rzeki odbyli coś na kształt jego „prapremiery” na nietypowym zestawie pchanym składającym się z dwóch pchaczy i barki pchanej nowej budowy. Zamiarem autorów rejsu było zapoznanie się z „mową” rzeki, która to miała być inspiracją do napisania przez kompozytora Michała Zygmunta muzyki jako jedynego elementu ścieżki dźwiękowej filmu. Muzyka ta, choć trudna w odbiorze doskonale została wpasowana i zharmonizowana w kolejne kadry filmu tak, aby widz mógł usłyszeć mowę rzeki.
Trudno jest ten film zaszufladkować do konkretnego gatunku, gdyż zawiera w sobie elementy i dokumentu, i muzyki i kina offowego. Jak by na niego nie patrzyć wart jest obejrzenia zarówno przez środowisko jak i przez tych, którym Odra jest zupełnie obca.
Janusz Fąfara
Żadne komentarze nie zostały dodane.