ODRA - 2004Drukuj

Właśnie w tym roku jako wrocławianin postanowiłem popływać swoim jachtem na najbardziej przydomowym akwenie, jakim jest Odra. Zanim zwodowałem jacht uzgodniłem wcześniej możliwości postoju jachtu w rejonie śluz "Ratowice", "Różanka" oraz "Brzeg Dolny" z kierownikami stopni wodnych.

Jacht zwodowałem 1 czerwca 2004 r na slipie wrocławskiego WOPR- u przy ul Na Grobli. Z uwagi na niepewną pogodę nie stawiałem masztu, chociaż odcinek, który mieliśmy do przepłynięcia można by płynąć z postawionym masztem. Na silniku popłynęliśmy w górę Odry. Ryszard, który ze mną płynął dysponował radiotelefonem VHF i na kanale 8 wywołaliśmy śluzę "Bartoszowice" skąd operator dojeżdża na rowerze do śluzy "Opatowice", która jest na naszej trasie. Wpływamy do kanału Opatowickiego od strony dolnej wody. Przed śluzą dopada nas ulewa, którą przeczekujemy w kabinie. Współczujemy panu operatorowi, którego deszcz porządnie przemoczył po drodze. Śluzujemy się w górę, po kilkuset metrach kanał Opatowicki łączy się z Odrą głównym szlakiem żeglownym z Gliwic do Szczecina.

Z brzegów Odry zanurzają się w nurcie ostrogi regulacyjne. Na dużym zakolu prawą burtą mijamy zabudowania Trestna na przeciwnym brzegu znajdują się Łany następnie Kamieniec Wrocławski w miejscu gdzie kanał Janowicki, którym, prowadzi szlak żeglowny do kolejnej śluzy łączy się z Odrą.

Płyniemy dalej Odrą na Bajkał jeziorko, które powstało po wyrobisku kruszywa. Po drodze stawiamy maszt i na Bajkał wpływamy na żaglach. Wita nas znajomy, który na całe lato wyprowadza się z bloków i mieszka tu w przyczepie kempingowej. Jest sam żona jest w pracy na nocnej zmianie. My jesteśmy atrakcją dla niego a on dla nas, wieczór jak w tawernie spędzamy w przedsionku jego przyczepy. Rano po śniadaniu odpływamy na żaglach. Chcieliśmy popłynąć trochę w górę Odry, niestety w nurcie stał zakotwiczony zestaw pogłębiający z obu stron połączony stalową liną z brzegami, mimo, że znaki dzienne, jakie wystawiał wskazywały na to, że z jednej strony powinno być wolne przejście.

Robimy zwrot i na żaglach płyniemy do połączenia Odry z kanałem Janowickim. Kładziemy maszt, ponieważ po drodze przez kanał przerzucone są dwa stalowe mosty, żelbetowy most poprowadzony przez dolną głowę śluzy "Janowice" oraz most kolejowy przez Odrę w odległości ok. 1 km od śluzy. Maszt stawiamy dopiero za mostem kolejowym. Cały czas płyniemy na silniku. Po ok. 1,5 km jesteśmy przy kanale prowadzącym do śluzy "Ratowice", my płyniemy jeszcze kilkaset metrów w górę Odry i na żaglach wpływamy na kolejne jeziorko, które jest cały czas eksploatowanym miejscem pozyskiwania kruszywa. Jest to dosyć spore rozlewisko ograniczone od północy łukiem drogi nr 455, od wschodu wsią Ratowice a od zachodu wsią Czernica. Wracamy na Odrę wywołujemy śluzę "Ratowice" i po położeniu masztu śluzujemy się w górę. Nad dolną głową śluzy przerzucony jest stalowy most o znaczeniu lokalnym. Stajemy w awanporcie na górnej wodzie gdzie jacht porządnie cumujemy dodatkowo dając dużą kotwicę z rufy. Przez ponad miesiąc czasu będzie to port macierzysty dla mojej "Galindii". Mamy kawał drogi do wsi Kotowice skąd PKS wracamy do Wrocławia.

5 czerwca przyjeżdżam rano do śluzy "Ratowice" swoim samochodem z zapasami na kilka dni. Samochód zostawiam przy śluzie a jachtem kontynuuję wyprawę w górę Odry. Płynę z Wiesią moją stałą załogą. Wiatr, który wieje pod prąd jest za słaby żeby płynąć na żaglach. Płyniemy na silniku. Po drodze robię próbne podejście do brzegu w zatoczce między ostrogami regulacyjnymi. Prąd w zatoczce jest przeciwny w stosunku do kierunku nurtu i miejscami występują spłycenia spowodowane osiadaniem piasku. Po krótkiej przerwie płyniemy dalej. Po drodze na prawym brzegu Odry mijamy połączenie z rozległym starorzeczem, które jest rezerwatem przyrody. Jest to rezerwat orzecha wodnego "Łacha Jelcz". Na nocny postój wybieramy miejsce między ostrogami na prawym brzegu Odry skąd widać już w oddali most przez Odrę i zabudowania Oławy miasta położonego 25km na południowy wschód od Wrocławia. Na postoju zwiedzamy okolicę. Pod wałem przeciwpowodziowym przebiega droga gruntowa, na obu brzegach Odry jest sporo wędkarzy.

6 czerwca po położeniu masztu płyniemy na silniku. Pod mostem nurt jest tak silny, że muszę dodać gazu. Bardzo wolno przesuwamy się względem brzegu, mimo, że kilwater świadczy o tym, że mamy sporą prędkość w stosunku do wody. Na tym odcinku obowiązuje zakaz mijania i wyprzedzania. Całe szczęście, że nic nie płynie z góry, musielibyśmy ustąpić i stanąć między ostrogami. Po pokonaniu tego odcinka wpływamy do awanportu przed śluzą pociągową, "Oława". W oczekiwaniu na śluzowanie rozmawiamy z mieszkańcem Oławy, który jest posiadaczem jakiegoś sprzętu pływającego i chyba żeglarzem. Mówi nam, że nie wpadłby na pomysł żeby płynąć w górę Odry. Śluzujemy się razem z zestawem pchanym tak, że nie możemy kontynuować rozmowy. Po śluzowaniu płyniemy kanałem do połączenia z Odrą. Prawą burtą mijamy zabudowania przemysłowe, wśród których dominuje swoją monumentalnością elewator zbożowy. Dalej nad kanałem i lewym brzegiem Odry rozłożyła się wieś Ścinawa Polska. Za nią dość rozległa zatoczka ujściowego odcinka Psarskiego Potoku powstała na skutek spiętrzenia wody jazem, idealne miejsce żeby w tym miejscu powstała przystań jednostek turystycznych. Stajemy na chwilę na kotwicy dla postawienia masztu. Wieje dość silny porywisty wiatr, wreszcie możemy płynąć na żaglach.

Z uwagi na siłę wiatru płyniemy tylko na foku. Odra przypomina jezioro rynnowe. Brzegi malownicze jakby ktoś płynął łodzią bez kabiny nie miałby problemów ze znalezieniem miejsca na biwak. Przed nami kolejna śluza "Lipki". Po śluzowaniu dokładam zarefowanego grota i płyniemy dalej.

Przed odgałęzieniem kanału prowadzącego do śluzy "Brzeg" dogania nas zestaw pchany. Robię ciasne kółko na żaglach tak żeby ustąpić miejsca i przygotować się do przejścia przez śluzę. Musimy wcześniej położyć maszt, ponieważ nad kanałem prowadzącym do śluzy widzimy most drogowy w ciągu drogi krajowej nr 39.

Na śluzie "Brzeg" spotykamy się z miłym przyjęciem ze strony pracowników śluzy, którzy zezwalają do przycumowania do burty statku inspekcyjnego "Kowalik", i zachęcają do pozostania na noc przy śluzie. Dziękujemy za zaproszenie i robimy sobie "Brzeg by night".

Brzeg to przeurocze miasto w województwie opolskim, które jako wrocławianin poznałem już wcześniej. Po powrocie korzystamy z łazienki w pomieszczeniach socjalnych obsługi oraz uzupełniamy zapas wody na jachcie. Mimo skromnych warunków czujemy się jak w ekskluzywnej marinie.

7 czerwca początkowo płyniemy na silniku. Po opuszczeniu granic Brzegu rezygnujemy z wpłynięcia w kolejny kanał prowadzący do śluzy "Zwanowice" postanawiamy popłynąć w górę Odrą. Gdy wiatr wzmógł się na, tyle, że można było płynąć na żaglach odstawiamy silnik. Odra wije się sporymi zakolami, momentami wiatr słabnie, że nurt nas cofa. Mimo tego kilwater za rufą wskazuje na to, że względem wody płyniemy do przodu. Jednak kilka razy muszę pomóc sobie silnikiem, uruchamianym dosłownie na chwilę. Według mapy na lewym brzegu Odry znajduje się już obszar Stobrawskiego Parku Krajobrazowego, który na prawym brzegu przylega do Odry dopiero od ujścia Stobrawy. Odnajdujemy ujście Stobrawy do Odry i ostrożnie na silniku wpływamy w nią. Po około 200 m dochodzimy do wniosku, że nie znajdziemy tutaj dogodnego miejsca na postój i wypływamy ponownie na Odrę. Stajemy przy lewym brzegu pomiędzy ostrogami kilkadziesiąt metrów powyżej ujścia Stobrawy.

8 czerwca płyniemy pod żaglami w górę Odry około 2 km. Powtarza się sytuacja z poprzedniego dnia. W pewnym momencie dłuższą chwilę stoimy w stosunku do brzegu, kiedy nasza prędkość zrównała się z prędkością nurtu. Cisza, jaka wokoło panuje przerywana dochodzącymi z brzegów głosami ptaków nie pozwala mi uruchomić silnika. Postanawiam wracać. Zaczyna się halsowanie pod wiatr wiejący wzdłuż rzeki, prąd nam sprzyja. Po pewnym czasie siła wiatru wzmaga się na, tyle, że postanawiam się zarefować. Po jakimś czasie rezygnuję z płynięcia na żaglach, na których w tych warunkach płynie się ciężko i płynę na silniku. Na postój stajemy na lewym brzegu Odry niedaleko połączenia z kanałem prowadzącym do śluzy "Zwanowice". Wychodzę przez most nad kanałem żeglownym na drogę nr 460 i pieszo udaję się do sklepu we wsi Kruszyna. Wracam przez drugi most prowadzący do wsi Prędocin i drogą gruntową prowadzącą wzdłuż kanału wracam do jachtu.

9 czerwca kolejny dzień powrotu. Po śluzowaniu na śluzie "Brzeg" mam kłopoty z silnikiem. Sprawdzam świecę jest zakopcona wymieniam ją na nową i płyniemy dalej. Na Odrze płyniemy pod żaglami. Im bliżej stopnia wodnego "Lipki" tym bardziej rzeka przypomina jezioro. Przed śluzą zaczyna się chmurzyć. W trakcie oczekiwania na śluzowanie zaczyna porządnie padać. Śluzujemy się w dół razem z zestawem pchanym, których na tym odcinku pływa sporo, zaopatrują wrocławską elektrociepłownię w węgiel. Na postój stajemy na lewym brzegu w pobliżu wsi Ścinawa Polska. Drogą gruntową udaję się do sklepu we wsi. Przechodzę przez most nad Psarskim Potokiem, który poza obszarem oddziaływania spiętrzenia pobliskim stopniem wodnym jest wąskim na ok.1,5m strumieniem.

10 czerwca wpływamy w kanał prowadzący do śluzy "Oława" ponownie śluzujemy się z zestawem pchanym. Po przepłynięciu pod mostem i postawieniu masztu płyniemy na żaglach. Po drodze robimy postój na kotwicy między ostrogami regulacyjnymi przeczekując ulewę i wykorzystując czas na sporządzenie obiadu. Na koniec dopływamy do awanportu śluzy Ratowice gdzie jacht zostaje na postoju. Z tego miejsca parokrotnie robiłem krótsze wypady zarówno w górę rzeki jak i po śluzowaniu w dół na rozlewisko Odry w sąsiedztwie wsi Czernicy o którym wcześniej pisałem. Podczas jednego z takich wypadów w górę Odry 26 czerwca mijał mnie statek "Kościuszko", tratwa flisaków z Ulanowa i pojedynczy kajak śpieszący na rozpoczęcie corocznej imprezy Flisu Odrzańskiego połączonego z imprezą o nazwie Powitanie Unii Europejskiej na Wodach Polski.

Na początku lipca postanowiłem opuścić miejsce postoju jachtu przy śluzie "Ratowice". Po śluzowaniu stawiamy maszt i płyniemy na żaglach, przy moście kolejowym musimy maszt położyć, przed nami kolejna śluza "Janowice". Płyniemy kolejno pod dwoma mostami z Gajkowa i Kamieńca Wrocławskiego prowadzące na wyspę, która znajduje się pomiędzy kanałem żeglownym a meandrującą poniżej jazu Janowickiego Odrą. Wpływamy pod słaby nurt na Odrę i odwiedzamy jeziorko Bajkał, na którym zrobiliśmy sobie przerwę na obiad. Po obiedzie płyniemy dalej. Mamy lekki sprzyjający wiatr, więc znowu płyniemy na żaglach. Zbliżamy się do odgałęzienia kanału prowadzącego do śluzy "Opatowice", przez, którą płynęliśmy w górę Odry ponad miesiąc temu. My płyniemy głównym szlakiem żeglownym. Stajemy na kotwicy między ostrogami przy wyspie Opatowickiej, musimy położyć maszt.

Śluzujemy się w dół na śluzie "Bartoszowice" znanej mi do tej pory z wycieczek rowerowych. Płyniemy na silniku kanałem żeglugowym. Po drodze przepływamy pod mostem Swojczyckim. Po prawej stronie zabudowania przemysłowe, po lewej stronie brzeg sympatyczniejszy z wyglądu, chociaż na tym odcinku o postoju małą jednostką nie może być mowy. Pływają tędy barki z węglem zaopatrujące wrocławską elektrociepłownię, a brzeg jest umocniony narzutem kamiennym.

Za zakolem w lewo osiągamy kolejną śluzę "Zacisze" i zaraz po śluzowaniu płyniemy pod mostami Jagiellońskimi, przez które prowadzi trasa wylotowa z Wrocławia do Warszawy. Przed nami most Warszawski a następnie most kolejowy. Za mostem kolejowym zawracamy o 180 stopni i ponownie płyniemy pod wymienionymi mostami tylko w odwrotnej kolejności. Płyniemy pod prąd kanału powodziowego, którym płynie woda spadająca z progu jazu "Bartoszowice". Na jachcie odwiedza nas kolega, który mieszka na Zaciszu dzielnicy Wrocławia. Na noc stajemy przy drugim brzegu, nie grozi nam tu falowanie, barki tędy nie płyną. Rano po śniadaniu odpływamy wracając tą samą trasą, Przed nami następne mosty Trzebnicki i Osobowicki, za którym zaraz zaczyna się śluza "Różanka". Po śluzowaniu zostawiamy jacht na kilkudniowy postój za dalbami przy lewym brzegu. Po tygodniu wracamy i płyniemy dalej. Przed mostem kolejowym zawracamy w odgałęzienie Odry, które płynie przez centrum Wrocławia i składamy krótką wizytę w przystani "HOW Zatoka". W ośrodku pełno dzieciaków w wieku szkolnym. Trwa letnia akcja dla najmłodszych. Wracamy na szlak, pod mostem kolejowym, który wydaję się, że jest wysoki przechodzę z położonym masztem. Chociaż wiem, że harcerskie "foki" i "omegi" przechodzą z postawionymi masztami. Dla mojego masztu według mnie jest za nisko.

Kilkaset metrów dalej płyniemy pod nieoddanym jeszcze do użytku mostem Tysiąclecia. Zwracamy uwagę na znaki nawigacyjne, w rejonie mostu tabor pływający wykorzystywany przy budowie. Po prawej stronie mijamy wejście do zimowiska barek a następnie przystań "WKS Śląsk" zlokalizowaną także na prawym brzegu. Na lewym brzegu bloki mieszkalne Kozanowa. Osiedle to zostało wybudowane na naturalnych terenach zalewowych Odry i sporo ucierpiało podczas powodzi w 1997 roku.

Na łuku Odry w prawo na lewym brzegu wejście do portu dawnej jednostki radzieckiej, który jest obecnie wykorzystywany przez żeglarzy z fundacji Hobbit. Kolejne zakole tym razem w lewo. Za nami zostaje połączenie z akwenem kolejnego zimowiska barek wykorzystywanego przez żeglarzy z "HOW Zatoka" i "Hobbitu" jako akwen szkoleniowy. Na akwenie tym prowadzone są pływania na stopień żeglarza jachtowego. Ma tutaj powstać marina miejska miasta Wrocławia.

Wpływamy do otwartej lewej śluzy "Rędzin" prawa śluza jest nieczynna. Śluzowanie w dół trwa dłużej niż w innych śluzach a to, dlatego, że komora tej śluzy jest prawie dwukrotnie szersza od dotychczas spotykanych śluz na naszym szlaku. Więcej wody musi wypłynąć ze śluzy żeby opuścić się w dół.

Rozpoczyna się odcinek Odry spiętrzony stopniem wodnym "Brzeg Dolny". Mijamy kolejno ujścia rzek Bystrzycy i Widawy. Wpływamy na chwilę w ujściowy odcinek Widawy. Dalej na Odrze mijamy umocniony ścianką larsenową lewy brzeg w rejonie wypływu oczyszczonych ścieków z Wrocławskiej Oczyszczalni Ścieków. Sporo tutaj wędkarzy. Pojawiają się boje szlaku żeglownego najpierw czerwone a następnie zielone.

Za zakolem w prawo wpływamy na akwen utworzony przez opaskę podłużną zwężającą koryto rzeki. Zostajemy tu na noc. Organizujemy sobie żeglarskie ognisko wokoło cisza i żadnych odgłosów cywilizacji. Rano ruszamy dalej. Widzimy po zasięgu wody na piasku, że poziom wody nieco opadł. W najwęższym miejscu bełtamy śrubą silnika muł i mozolnie wydostajemy się na Odrę. Za zakrętem w lewo stoi zakotwiczony w nurcie zestaw pogłębiający, wolny przepływ mamy po jego prawej stronie. W rejonie Rakowa wsi na prawym brzegu przepływamy pod wysoko zawieszoną linią wysokiego napięcia, która nam nie zagraża, płyniemy na żaglach z postawionym masztem. Zbliżając się do Urazu kolejnej wsi także na prawym brzegu widzimy ruiny zamku. Odra poszerza się i coraz bardziej przypomina jezioro. Po drodze mijamy zacumowane przy brzegu różne jednostki pływające. Największa z nich to "Cezarion" stateczek stojący przy uszkodzonym nabrzeżu w Urazie. Za Urazem po lewej stronie jest wejście na spory akwen. To jeziorko to także pozostałość po dawnym wyrobisku kruszywa. Akwen ten jest chętnie odwiedzany przez zmotoryzowanych miłośników spędzania wolnego czasu nad wodą w czasie weekendów.

Płynąc dalej po lewej stronie pojawiają się wyspy oddzielone od siebie przesmykami wody. Wyspy te to efekt wieloletniej sedymentacji osadów na utworzonym po wybudowaniu stopnia wodnego "Brzeg Dolny" zbiorniku wodnym. Szlak żeglowny wyznaczają boje. Z oddali widzimy już jaz z elektrownią wodną i prowadzący do śluzy kanał żeglowny. Na prawym brzegu przed elektrownią wodną znajduje się zakładowy ośrodek wypoczynkowy z domkami kempingowymi i przystanią żeglarską Klubu Energetyka w Wałach. Po odwiedzeniu przystani klubowej płyniemy w kierunku śluzy gdzie między dalbami cumujemy jacht. Po sklarowaniu jachtu wracamy do Wrocławia pociągiem. W późniejszym okresie na tym odcinku Odry spędzam dwa tygodnie. Miejscami gdzie uzupełniam zapasy wody i mam możliwość skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji jest wspomniana przystań Klubu Energetyka. W Wałach i w Urazie są sklepy gdzie w miarę potrzeb uzupełniamy zapasy na jachcie. Gdy warunki mi na to pozwalały to pływałem na żaglach. W wielu miejscach znajdowałem wygodne miejsca na dojście do brzegu. Jedno z takich miejsc, które w szczególności było przez nas ulubione znajdowało się na prawym brzegu Odry, niedaleko Urazu, niemal naprzeciwko wejścia na jeziorko po starym wyrobisku kruszywa. Opłynęliśmy dookoła także wyspy. Ten odcinak Odry ma bardzo ważne znaczenie dla umożliwienia żeglugi na Odrze swobodnie płynącej poniżej stopnia wodnego "Brzeg Dolny", który obecnie jest ostatnim stopniem wodnym. W okresach suchych ilość wody, jaka płynie w Odrze nie wystarcza dla zagwarantowania odpowiedniej głębokości umożliwiającej żeglugę.

Dla poprawienia tego stanu został wybudowany zbiornik retencyjny w Mietkowie na rzece Bystrzycy. Woda z tego zbiornika zasila Odrę właśnie na tym odcinku. Teoretycznie wszystko to wiedziałem wcześniej, ale jak wygląda to w praktyce nie miałem żadnego pojęcia. Będąc któregoś dnia na przystani w Wałach przypłynęli z Opola dwaj żeglarze na jachcie typu "Venus" z zamiarem dotarcia na Zalew Szczeciński. Armator jachtu dowiedział się u kierownika stopnia wodnego, że głębokości, jakie są poniżej w chwili obecnej uniemożliwiają mu płynięcie. Poradzono mu, że jak chce płynąć to musi poczekać kilka dni, gdyż będzie robiona "fala" dla surowych kadłubów, które zostały wyprodukowane w stoczni we Wrocławiu dla Holendrów. Niestety żeglarzom z Opola nie pasowało czekać, więc postanowili zawrócić.

W tym czasie zauważalne było to, że poziom wody w Odrze systematycznie się podnosi. Na postojach nurt był prawie niezauważalny, rzeka przypominała jezioro. Aż któregoś dnia w godzinach popołudniowych dochodzi do nas miarowy odgłos pracujących silników. Po pewnym czasie widzimy zestaw składający się z pchacza i dwóch sprzężonych burtami kadłubów. Nie martwimy się ustąpieniem z drogi, gdyż wszystko obserwujemy z jeziorka koło Urazu. Tego dnia na noc stajemy w naszym ulubionym miejscu. Widzimy, że nurt rzeki jest wyraźniejszy. Wieczorem ok.20:00 przepływa obok nas kolejny taki sam zestaw. Widzimy, że nieobciążone pchane przez pchacz kadłuby są wysoko wyniesione nad wodę.

Po kolacji niczego nie przeczuwając kładziemy się spać. W pewnym momencie w środku nocy budzę się. Wydaje mi się, że jesteśmy jakoś dziwnie przechyleni. Wychylam się z jachtu świecę latarką i widzę, że dziób jest uniesiony i leży na odsłoniętym zamulonym dnie. Wszystko dla mnie staje się jasne spod jachtu uciekła nam woda. Budzę moje panie, sam wchodzę do wody i usiłuję wyrwać z mułu płetwę steru. Po pewnym czasie udaje mi się to zrobić i podnoszę płetwę do góry. We trójkę z trudem zsuwamy jacht na wodę i idziemy spać. Około 5:00 rano słyszymy odgłos silników trzeciego płynącego zestawu. Widzę, że woda dalej opadła. Poprawiam położenie jachtu na wodzie. Po akcji robienia "fali" oceniam, że w miejscu naszego postoju poziom wody obniżył się o około 1,5m a może i więcej.

Nazajutrz płyniemy do przystani w Wałach. Po drodze widzę odsłonięte duże powierzchnie mułu. Jeszcze kilka dni temu beztrosko penetrowaliśmy zakamarki rozlewisk Odry. Pływając tam w paru miejscach szurałem po dnie mieczem. Gdybyśmy zostali tam na noc w czasie robienia "fali" to zamurowalibyśmy się tam na amen i nic i nikt nie byłby w stanie nam pomóc żeby nas stamtąd wydostać. Musielibyśmy czekać aż stan wody się podniesie. Ile by to trwało nie jestem w stanie tego określić. Na przystani widzę, że poziom wody opadł na tyle nisko, że odsłoniło się dno poniżej slipu. Dla mnie jest to bez znaczenia gdyż i tak planuję zakończyć ten rejs we Wrocławiu.

W drodze powrotnej pokonuję śluzę "Rędzin", ale tym razem w górę. Podczas śluzowania w dół było to spokojne, lecz nieco dłuższe śluzowanie. Tym razem przeżywam horror. Po zapłaceniu za śluzowanie wracam do jachtu, wpływam do komory śluzy i przytrzymuję się bosakiem przy drabince. Przy dotychczasowym śluzowaniu było to wystarczające zabezpieczenie. Nie tym razem. W pewnym momencie woda wpada do komory śluzy pełnym impetem. Jacht zostaje obrócony dziobem do ściany śluzy a ja trzymając się bosaka zostałem zawleczony na dziób. Gdyby nie kosz dziobowy, na którym się zatrzymałem, zostałbym ściągnięty z jachtu. W pozycji półleżącej, oparty na koszu staram się wytrzymać do końca śluzowania. W tym czasie jacht jest miotany wirami wody wypełniającej komorę. Dobrze, że komora tej śluzy jest na tyle szeroka, że położony maszt nie sięgał do przeciwległej ściany. Moje panie obserwują całe zdarzenie i nie są w stanie mi pomóc. Jakoś wytrzymałem i nie wypuściłem bosaka z rąk. Bosak też wytrzymał, w środku na końcach ma wpuszczone dość grube prostokątne pręty ze stali nierdzewnej. Już jeden taki bosak robiony przeze mnie złamałem przy innej okazji. Ten tym razem zdał egzamin na szóstkę. Po tym zdarzeniu miałem siniaki na ramionach i klatce piersiowej w miejscach gdzie opierałem się o kosz dziobowy.

Wracam jachtem do "HOW Zatoka" na uzgodniony tu postój. Stąd robię sobie kilka wypadów weekendowych na Odrę w tej części Wrocławia. Na koniec sezonu biorę udział w organizowanych przez wrocławski OZŻ regatach długodystansowych na trasie Wrocław – Wały. W drodze powrotnej cała flotylla jachtów pokonuję tą samą śluzę, na której tak zostałem sponiewierany. Spodziewam się najgorszego. Cumuję się na dwóch cumach, chociaż nie za bardzo jest gdzie, wykorzystuję do tego celu słup od lampy oświetleniowej i jakiś poler. Tym razem woda do komory śluzy wpływa powoli. Jej intensywność napływu była mniejsza niż na innych śluzach, które wcześniej pokonałem płynąc w górę Odry.

Dochodzę do wniosku, że podczas tamtego śluzowania pani operator, która mnie wtedy śluzowała, wykazała się wyjątkową nieodpowiedzialnością. Mogła mnie uprzedzić żebym się porządnie przytrzymał na dwóch cumach, mogła też puścić wodę do śluzy z mniejszą intensywnością, wiedząc, że ma do czynienia z małą jednostką. Tydzień po regatach pod koniec października wyciągam jacht z wody i kończę sezon.

Marian Janaś
Harcerski Ośrodek Wodny Zatoka


Fotoreportaż

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
470,408 unikalne wizyty