rada kapitanow
Nawigacja
Kanały RSS
RSS News
RSS Komentarze
RSS Forum
RSS Artykuły
RSS Zdjęcia

Wspieramy

tzs

Nawigacja
Artykuły » Turystyka i usługi, sporty wodne, rybołówstwo i wędkarstwo » 427 kilometr Odry
427 kilometr Odry
427 kilometr Odry


Co też może się kryć za owym tajemniczym 427 kilometrem Odry? Kryje się niespotykana dzisiaj ludzka życzliwość, sympatyczne, niczym nie skrępowane koleżeństwo wodniaka do wodniaka. Kryje się też piękna przyroda i chęć obcowania z życzliwymi ludźmi.

Cieszę się! Po wielu latach oszczędzania i wyrzeczeń, w czym niemały udział miała cała moja rodzina, zostałem właścicielem znakomitego jachtu turystyczno spacerowego Weekend.
Po hucznych chrzcinach z szampanem i stawianiem bandery przyszedł czas na dziewiczy rejs.



Nasz macierzysty port, to Cigacice. Otoczone opieką Burmistrza Sulechowa oraz Prezydenta miasta Zielona Góra prowadzi tam działalność Stowarzyszenie Sportów Wodnych i Narciarstwa Wodnego "ORKA", którego mam zaszczyt i niewątpliwą przyjemność być członkiem.

Termin naszego pierwszego rejsu zbiegł się w czasie z terminem przepływania przez nasz teren Flisu Odrzańskiego' 2007. Postanowiliśmy wypłynąć naprzeciw kolegom Flisakom. Paliwo w bak, przekręcam kluczyk i marsz w górę rzeki - do Nowej Soli i Bytomia Odrzańskiego! Pogoda taka sobie. Pierwszy dzień: świeci słoneczko, wiaterek lekki od rufy. Pozostałe dni to słońce i deszcz - na przemian. Silnik mruczy swoje 3000 obr/min i 6 km/h płyniemy do przodu. Mijamy piękne odrzańskie krajobrazy. Czapla siwa, która występuje tu w ogromnych ilościach wzbudza nasze zainteresowanie. Ptaszysko, choć przecież z natury płochliwe, nie boi się ludzi. Nawet kiedy się klaśnie w ręce, najwyżej podskoczy i siada o metr dalej. Kormorany trochę się nas boją! Żurawie stoją w nieco większej odległości od głównego nurtu i udają, że ich nie ma. Rybitwy, jak to rybitwy. Żebrzą lecąc jakiś czas za łodzią. Ponieważ ich zabiegi nie skutkują, odpuszczają i znikają. Są też kruki. Zawsze parami i zawsze anonsujące swoje przeloty głośnym krakaniem. Na deser z gałęzi powalonego między główkami uschniętego drzewa podrywa sie ptaszysko większe od innych. Biorę lornetkę i... widzę orła białego! Protoplastę naszego godła. Najprawdziwszego Bielika! Majestatycznie wzbija się w górę. Kiedy chwyta prąd wstępujący przestaje machać skrzydłami i kwiląc wzbija się pod obłoki. Piękny widok!

Nowa Sól wita nas łukiem z napisem: PORT NOWA SÓL. Wpływamy. Zrobiłem rundę wokół całego akwenu portowego i takie są moje spostrzeżenia: Zaraz za łukiem powitalnym, po prawej stronie znajduje się przystań dla statków turystycznych, ale mam wrażenie, że została zaprojektowana dla co najmniej 10- tysięczników morskich. Odległość między palami jest za duża dla mniejszych statków a trapy wyjściowe przewidziano na wysokości zbyt dużej, bym mógł z dachu swojej nadbudówki do nich doskoczyć! Płynę więc dalej, w głąb portu, licząc, że za chwilę będę mógł gdzieś wylądować. Opłynąłem cały akwen, nawet część znajdującą się za mostem zwodzonym i nigdzie nie było śladu pomostu dla jachtu. W drodze powrotnej przycupnąłem przy nabrzeżu betonowym przystani klubu kajakowego. Bosman bardzo uczynny i życzliwy. Za drobną opłatą udostępnił nam łazienki i kuchnię. Przenocowaliśmy przy tym gościnnym nabrzeżu pełni wdzięczności dla gospodarzy. Rano odpalamy silnik i udajemy się do Bytomia Odrzańskiego. Po drodze wyprzedza nas napędzana silnikiem żaglówka z bardzo sympatyczną załogą. Miłe gesty i pozdrowienia wodniackie. Tak trzymać! Bytom wita nas buczkiem któregoś ze statków towarzyszących Flisowi. Wielka gala! Baloniki na relingach trapów, kapitanowie w galowych mundurach. Najsłynniejszy burmistrz w kraju ( Burmistrz Bytomia Odrz. ok. 98% poparcia wyborców w wyborach na burmistrza). Wita nas podając rękę. Huk flisackiej harmaty. Stajemy przy nowiusieńkim pomoście dla jachtów turystycznych. Tu naprawdę o nas pomyśleli!

Obok tratwy i łodzie flisaków, także towarzyszące im statki i jachty. Wspaniała wodniacka atmosfera. W miasteczku szykują się do wielkiej imprezy. Na rynku ustawiana jest scena, trwają próby wykonawców. Rynek. Odnowione secesyjne kamieniczki. Fontanna i rzeźba z brązu, która mnie się kojarzyła z bajką braci Grimm.

Po obejrzeniu pięknej starówki ( naprawdę bardzo polecam. To prawdziwa perełka secesji!) wracamy na jacht. Obiad i w drogę powrotną. Zegnamy brać flisacką i już jesteśmy w drodze do Nowej Soli. Płyniemy, aż tu z lewej burty ukazuje nam się wielki napis namalowany na klinkierowym murze podwyższającym obwałowania, głoszący: STARA WIEŚ ; Coś nam się kojarzy ta nazwa z wielką powodzią z 1997r. Wówczas tę wieś zalała całkowicie powódź. Teraz już nie widać po niej śladu. Pozostał tylko w sercach jej mieszkańców. Widzimy mały pomościk. Postanawiamy tu przybić i jeśli się da, przenocować. Przyjęcie jakie nas spotkało wykracza poza ramy zwykłej gościnności. Ledwie tylko skierowaliśmy dziób naszej łajby ku pomostowi, pojawił się na nim jego gospodarz, witając nas. Pomógł przycumować, a na pytanie ile będziemy musieli zapłacić mu za możliwość przenocowania przy jego pomoście odpowiedział: Jesteście pierwszymi wodniakami, którzy zdecydowali się przybić do mojego pomostu. To ja jestem gotowy Wam zapłacić. Zapraszam na włości!; I zaprowadził nas do swojego domostwa w którym prowadzi schludne gospodarstwo agroturystyczne "Sadybar" (sadybastw@o2.pl). Dom urządzony w pięknym ,ciepłym stylu z przemiłymi gospodarzami ( On-nauczyciel, Ona-ekonomistka ; oboje sympatyczni i nadzwyczaj gościnni). A jakich przesympatycznych mają przyjaciół! Jeśli kiedyś będziecie płynęli Odrą, nie omijajcie tych gościnnych brzegów pamiętajcie to 427 kilometr Odry!

Rano. Coś nas budzi. Jakiś niezwykły dźwięk. Dopiero po długiej chwili konstatujemy: bociany klekoczą! Są nieopodal, na kominie mają gniazdo. Kochane ptaszyska!

Pozachwycaliśmy się nimi i po śniadaniu ruszamy w drogę powrotną. Mijamy przyjazny port w Nowej Soli a tu niespodzianka. Z portu wypływa niewielki kuterek o wdzięcznej nazwie Jutrzenka Odrzańska; a w niej nasi dotychczasowi gospodarze: Andrzej i Sławek. Kuter odkupili od rybaków z Dziwnowa ratując go przed pocięciem na żyletki. Teraz, dzięki ich staraniom odzyskał blask i pływa ku uciesze swoich właścicieli. Pozdrawiające gesty rąk , buczenie sygnałów i znikamy za zakrętem wracając do rodzimych Cigacic. Zostawiamy za rufą wspaniałe wrażenia z niezapomnianego, dziewiczego rejsu naszym kochanym KUCYKIEM.
Adam Madaj


Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Apis | Alhenag | Aerografia | Wierzbnik | TZS | Poczet | PHP-Fusion PL | Żegluga